tout bu or not tout bu
Blog > Komentarze do wpisu

Stawanie-się-kimś-innym :: Lęk

"Lęk przed nieznanym ma w sobie coś z oczywistej metafory o elementarnej ludzkiej kondycji. Dlatego słynny monolog Hamleta zawsze najprostsze wrażenie wywiera wtedy, gdy mówi on, że tylko obawa tego, co za grobem, lądów nieznanych, z których nikt nie wraca, każe samobójcy się powstrzymać". K.H. Bohrer

To co nieznane, a więc odtrącane, kryje w sobie jakąś nie do końca zrozumiałą, w pewnym sensie mityczną pozostałość, której nawet oświecenie nie zdołało wytrzebić. Szerzy lęk, więc wywołuje agresję. Dlaczego? Bo jest nieoczekiwane. Bo ktoś napisał, powiedział, stworzył (w naszym winnym świecie) coś nieprzewidywalnego, coś nieprzystającego do reguł. Tylko czym są owe reguły, pytam? Maską konwencji?

Podczas gdy enologia w wydaniu wszelakich Rollandów czy Cotarellich na koniec sama poklepuje siebie po ramieniu i pod swoją presją nie może pójść dalej, powinniśmy wyjść ponad. Wzruszyć, naruszyć konwencję. Im pozostawmy tracenie energii w burdelu miałkości i obłudy. Radykalność, to co nowe, niezrozumiałe, to co pozwala porzucić wszystko to, co odpowiada wyuczonej "chwili". Nietzsche pisał o ogromnym lęku, niemal grozie jaka ogarnia człowieka, gdy nagle zagubi się wśród form poznania (nowego) zjawiska i wydaje mu się, że naruszona została zasada, którą przyswoił jako nienaruszalną. Apollińskość jako naukowość, dusząca to, co wolne czy dionizyjskość jako dążenie do uchwycenia tego co naturalne? Według Colliego, już Grecy uznawali za mędrca kogoś, kto rozświetla ciemność, rozstrzyga zawiłości, ujawnia nieznane czy uściśla niepewne. Mędrcem nie jest więc Apollin. Nie jest nim Rolland. Jest raczej tym zlęknionym, tym który pozoruje, a nie ujawnia. Jest swego rodzaju la fille canaille.

Marcel Duchamp

Dotarliśmy więc do skandalu, do którego w sumie od początku zmierzaliśmy. Do tego związku między "chwilą" jako skokiem w nieznane, do tego czego się boimy. Tylko czy nie jest to złudzenie, któremu możemy ulec kiedy dajemy się uśpić konwencji? Bo czym byłoby owo nieznane, w którym upatrujemy ratunku, gdyby nie ów wstrząs, niepokój przed tym, co "rozumiane"? Czy możemy w miejsce jednoznaczności, tego co od dawna wiadome, tak z miejsca, z nagłości, wstawić to, co pozwala przejrzeć na wskroś to, co nieznane? Wtedy potrzeba lękliwej obrony staje się jeszcze pilniejsza. Potrzebny jest ów skandal. To dzięki niemu stajemy poważni, osłupiali, zdumieni i przerażeni. Lęk staje się już tylko argumentem pozornym. To skandal czyni to, co wywrotowe, a więc przerażająco "rozumiane". Jednak by rozumieć, potrzebne było to, co nowe, a więc przerażające. Potrzebne było nierozumienie. Bo tylko wtedy rozumiemy, iż tzw. eno-awangarda jest czymś historycznie zamkniętym, wczorajszym. Jest tylko wciąż powtarzającym się nie(po)rozumieniem, emfatycznym, teoriopoznawczym żartem uczynionym z wina. Nadszedł właśnie ów czas (choć było to nieuchronne), w którym wszystkie te eno-techniki zaczynają się przewidywalnie powtarzać. Bujne, nieskrępowane życie, spontaniczność, a więc orgiastyczność, to konieczności. To najpełniejszy sens dionizyjskości, która wyzbywa się lęku: "Byłoż to życie? Dalejże, jeszcze raz"!

niedziela, 15 grudnia 2013, vigneto.monty

Polecane wpisy

Tekst alternatywny
O winach naturalnych, o tym jedynym, prawdziwym byciem-ku-życiu w winie